Blog > Komentarze do wpisu
Na urodziny Nicka
Ten pan, który w poprzedniej notce tak smutno śpiewał, jutro (22 września) skończy 51 lat. It's hard to believe... ;) Nie jest łatwo mi o nim pisać, bo przez długi, długi czas była to moja muzyczna miłość - z czasów, kiedy jeszcze potrafiłam odbierać "produkty" kultury (książki, muzykę, sztuki plastyczne, teatr, kino...) całą sobą. Przyznaję się bez bicia, że należę do tych fanów, którzy poznali Cave'a i jego zespół The Bad Seeds dzięki jego najbardziej komercyjnej płycie, którą była "Murder Ballads". Ale to był tylko początek, bo szybko moja dyskografia wzbogaciła się o jego wcześniejsze płyty, od "From her to eternity" po "Let Love in". Nie byłam jednak w stanie strawić jego repertuaru sprzed Bad Seeds, czyli głównie "The Birthday Party". Cave stworzył w swoich piosenkach zupełnie inny świat - mroczny, soczysty, okrutny, ale pełen barw i emocji - i za to go ceniłam. Nie bez znaczenia była również jego współpraca z Wimem Wendersem, którego uwielbiam.
Pamiętam, jak kupno każdej jego płyty było dla mnie świętem, jak cieszyłam się z kasety wideo (!) z jego teledyskami, jak długo szukałam plakatu, by w prezencie urodzinowym od M. dostać ogromną odbitkę jego zdjęcia ("Co to za wymoczek?" - spytała moja mama, kiedy zdjęcie to, oprawione w ramę, zawisło w moim pokoju). Dzisiejszy Cave to dla mnie nie to samo... Najbardziej cenię albumy "Tender Prey" (1988), "The Good Son" (1990), "Let Love in" (1994), "Murder Ballads" (1996) i "The Boatman's Call" (1997). Z tej ostatniej pochodzi piosenka, która stała się treścią poprzedniego wpisu - "Into my arms". Tak bardzo do mnie przemawiała, że, razem z M., uczyniliśmy z niej utwór na nasz pierwszy taniec na weselu...
Dwa razy słuchałam Cave'a na żywo. Pierwszy raz na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej - kiedy był gościem spektaklu ułożonego z jego piosenek. To było niesamowite przeżycie... Drugi koncert grał w Hali Ludowej i nie było już w tym nic z tej magii, którą odnalazłam w pierwszym "spotkaniu".
Nie chcę się rozpisywać, bo mogłabym o nim pisać i pisać i pisać... Myślę, że jeszcze do tego tematu wrócę... nie raz? Kiedyś miałam w pracy koleżankę, która każde urodziny Cave'a świętowała w jakiś szczególny sposób. I ja kiedyś, razem z M., wybrałam się do knajpki, by wznieść toast za jego zdrowie. Taka wariatka byłam. A dziś, na urodziny Nicka... taki rodzynek. Żałosne trochę jest to wykonanie, ale... z drugiej strony jak pełne ironii.



Happy Birthday, Nick!
niedziela, 21 września 2008, tupelo

Polecane wpisy

  • To już rok... ;(

    Tak, myślę sobie tak, jak Ty, KasiuO... ;) Ta piosenka bardzo na dziś pasuje. Ale jak zaczęłam czytać słowa następnych "Lambów", pasowało mi ich coraz

  • Until the end of the world

    Byliśmy z M. na koncercie U2. Matko, co to był za koncert! Największy, na jakim byłam (70 tys. ludzi), najbardziej profesjonalnie przygotowany, na jakim byłam,

  • Póki co

    Coś by się na przeczekanie przydało... Bo ja jestem, proszę państwa, na zakręcie... życiowym znaczy się. Albo ja pokonam deprechę, albo ona mnie. No to lecimy..

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: KasiaO, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/22 20:54:06
A u mnie od Birthday Party sie zaczęło...
potem wielka miłość była...
teraz sentymenty zostały.
Ale ciągle marzę, że na "żywo" jeszcze GO kiedyś zobaczę
so Happy Birthday :)
-
Gość: mam kakuliny i natalki, *.warynski.net
2008/09/22 23:33:10
Och jak ja czekałam na tą nową perełkę! W moich zakamarkach czają się gdzieś jego mroczne klimaty. Obsesji na jego punkcie nie miałam, ale nurzałam się w jego muzie mocno, a gdy smutno mi było jeszcze mocniej... Co dziwne, w słoneczny i pełen energii dzień nie umiałam jednej piosenki do końca wysłuchać...
-
Gość: aniaaw, *.wroclaw.dialog.net.pl
2008/09/24 10:29:09
Happy Birthday, Nick! Też byłam na koncercie w Hali ubrana w ...długą czarną suknię ;-))) Do rzeczy, które lubisz najbardziej dorzucę swój "kamyczek"- absolutnie niesamowite wykonanie piosenki Leonarda Cohena "Suzanne", które po koncercie w Sydney(2005) znalazło się również w filmie dokumentalnym, na płycie DVD i CD "I'm your man". (Zaśpiewał tu również piosenkę tytułową I'm your man) Lubisz? Znasz?
-
2008/09/24 23:46:56
Oj dziewczyny moje kochane! ;)
Aniu, nie znam tej płyty... tzn. znam z niej tylko "If it be your will" w wykonaniu Anthony'ego, zresztą bardzo dobre wykonanie. Właśnie odnalazłam "Suzanne" w wersji Cave'a na YouTube i mnie rozłożyło kompletnie, bo nie dość, że śpiewa to Cave, to jeszcze jest to mój ulubiony utwór Cohena, zaraz obok "Famous blue raincoat"... No i wiem już, jaki będzie mój najbliższy zakup ;) Dzięki za dołożenie "kamyczka" :)))