czwartek, 22 września 2011
Przeprowadzka :)
Za długo w ciemnym kącie siedzę. Las rzeczy dziki się zrobił, zarósł krzakami jeżyn, które drapią i kłują.
Przeprowadzam się tu: http://www.uniesienaswiatr.blogspot.com
Do zobaczenia!
sobota, 10 września 2011
swędzenie świata
To, co lubię w filmach Allena, w jego sposobie patrzenia na świat, to to nieustanne rozczarowanie życiem, spowodowane wysokimi oczekiwaniami. Ale jak tu od świata wymagać mniej? Życie zachwyca i odrzuca jednocześnie, boli, lecz bywa, że daje szczęście. Najczęściej swędzi i mierzi, i gniecie.


http://www.youtube.com/watch?v=rrxlfvI17oY&feature=fvwrel
piątek, 15 stycznia 2010
O źródłach zła
Udało mi się pójść na "Białą wstążkę" Hanekego. Już dawno chciałam iść na ten film, ale we Wro był grany chyba tylko przez jeden tydzień w okolicach świąt. Teraz trafił do kina studyjnego, jednego z ostatnich kin studyjnych w naszym mieście. A propos właśnie dziś dowiedziałam się, że wszystkie pozostałe kina studyjne we Wro mają być zlikwidowane, jak tylko zbuduje się minipleks w miejscu kina Warszawa :( Szkoda... Te miejsca miały swój charakter, swoją magię... A poza tym były o wiele krótsze reklamy i, największa zaleta, nie było w nich popcornu...
Wobec "Białej wstążki" miałam chyba zbyt duże oczekiwania. Naczytałam się wywiadów z Hanekem, peanów na cześć filmu i czekałam na coś, co mnie wgniecie w fotel, a dostałam nieco rozwlekłą historię z narzucającą się tezą, nie wyjaśnioną do końca, ale dość oczywistą jeśli chodzi o motywację bohaterów.
Rzecz się dzieje w Niemczech tuż przed wybuchem I wojny światowej. Społecznością niewielkiej wioski wstrząsają co jakiś czas niewyjaśnione zbrodnie: a to ktoś rozpiął drut, o który potknął się koń miejscowego doktora, by ten poturbował się i trafił do szpitala, a to ktoś podpalił stajnię we dworze, a to ktoś porwał i przestraszył syna właściciela folwarku... Właściwie od początku filmu jest jasne, że za tymi zbrodniami stoją miejscowe dzieci, natomiast ich motywację poznajemy stopniowo, wraz z rozwojem akcji i poznawaniem kolejnych mieszkańców wioski. Niemal nie ma tu ludzi, którzy byliby dobrzy, którzy kierowaliby się w życiu jasnymi zasadami etycznymi. Jest hipokryzja, ludzka krzywda, wyzysk, wykorzystywanie, egoizm, pogarda... No i surowe, protestanckie wychowanie, niczym tresura, któremu poddawane są dzieci. Kary cielesne, sztywne reguły, brak miłości rodziców, krępowanie indywidualności, groźby, wykorzystywanie i upokarzanie - to ich codzienność. Jak w takim środowisku mogą wyrosnąć dobrzy ludzie? Wyrosną więc źli, którym łatwo przychodzi skrzywdzić słabszych, zniszczyć, podpalić, narazić na utratę zdrowia czy nawet życia. To z tego społeczeństwa będą się rekrutować naziści, to tu okropna ideologia znajdzie podatny grunt, by narodzić się, rozwinąć i zatriumfować.
Wszystko jest logiczne, wszystko jest jasne, wszystko jest mądre, ale... czy zło ma tylko takie korzenie? Czy gdyby nazizm nie trafił na społeczeństwo hipokrytów, nie rozprzestrzeniłby się, nie znalazłby swoich wyznawców? Skąd się bierze zło w człowieku, dlaczego czasami człowiek zapomina o swoim człowieczeństwie i popełnia tak straszne, okropne zbrodnie? Dlaczego tyle ludzi poszło za Mansonem, dlaczego zaistniał reżim Pol Pota, jak to możliwe, że doszło do zamachu na World Trade Center? Bo zło jest, niestety, wpisane w naturę człowieka. A drugą ludzką słabością jest skłonność do bezkrytycznego zawierzania pseudoautorytetom - bo tak jest łatwiej... w grupie odpowiedzialność jest mniejsza, nie trzeba myśleć i decydować, bo ktoś inny myśli i decyduje, ktoś, kto ma swoją wizję, a do tego potrafi mówić i działać. Np. Hitler. Albo Manson. Albo nawet Che Guevara.
Wydaje mi się, że film Henekego jest doskonałą ilustracją spirali zła, pokazuje, skąd się bierze zło w człowieku, co go wywołuje, a czym się karmi... ale sprowadzanie tej historii do podłoża nazizmu jest chyba pewnym nadużyciem. Dlatego akurat ten wątek interpretacyjny jest dla mnie mało uzasadniony.
Film polecam, ale tylko wrażliwym widzom. Zdjęcia są piękne. Momentami opowiadana historia boli... a ja doceniam filmy, które bolą. Nawet tak surowe, jak ten.

środa, 06 stycznia 2010
Coming back?
Po małej odskoczni od odskoczni, czyli blogu nauczycielskim, który, niestety, z powodu nikłego zainteresowania niezainteresowanych nie wypalił, wracam... chcę wrócić. Bardzo chcę. Bo pisania mi trzeba. 
Szukam dobrej wersji, do słuchania w ciemności...


piątek, 23 października 2009
Cytatologia
Teraz już nie przywiązuję większej wagi do cytatów, ale kiedyś miałam "fazę" na aforyzmy i szukałam tego jednego, który mógłby mnie w jakiś sposób określić, zdefiniować, wyznaczyć priorytety. Z licealnych czasów miałam taki jeden wybrany, cytat z Schulza, brzmiał on mniej więcej tak: "To jest największe nieszczęście: nie wyżyć życia". Wtedy wydawało mi się bowiem, że nie będę w stanie wycisnąć z życia wszystkiego, co bym chciała.
Z kolei gdzieś na początku studiów trafiłam na taki cytat:
Wszyscy ludzie marzą, ale nie wszyscy tak samo.
Ci, którzy śnią nocami w zakurzonych zakamarkach duszy, budzą się rankiem, stwierdzając, że to daremne. Niebezpieczni są ci, co marzą za dnia, ponieważ mając oczy szeroko otwarte, mogą urzeczywistnić swoje marzenia. 
/T.E. Lawrence/
Może nie utożsamiałam się z tą myślą tak do końca, ale na pewno wyznaczała ona dla mnie jakiś kierunek, sposób na osiągnięcie celów. Cytat mi się spodobał, wpisałam go sobie w mój kalendarz-notatnik, potem przepisywałam do następnych kalendarzy (nawet dziś spisałam go z kalendarza, z 1999 roku). Nieważne było wtedy dla mnie, kim był niejaki T.E. Lawrence, ważne było samo przesłanie.
Ci, którzy mnie lepiej znają, znają też moją słabość do Ralpha Finnesa, trwającą już wiele lat. Czasami kupuję jakiś film z jego udziałem, ale do tej pory nawet większości z nich nie widziałam. Kiedyś na podaju pobrałam film "Niebezpieczny człowiek. Lawrence z Arabii", pierwszy bodaj film kinowy Finnesa. Parę miesięcy temu włączyłam sobie telewizor, wrzuciłam płytę z filmem do odtwarzacza i co mnie powitało...


Film jest generalnie słaby i myślę, że mój małżonek zasnąłby na nim już po 5 minutach projekcji, ale ta jedna scena, ten cytat, to było dla mnie jakieś olśnienie, jakiś dreszcz, jakaś magia. Chcę więcej takich olśnień...
niedziela, 18 października 2009
In Excess
In Excess... INXS... Tak sobie myślę o nich ostatnio. No dobra, myślę zwłaszcza o ich wokaliście, Michaelu Hutchence ;) Właściwie nie wiem, skąd i po co to mi się wzięło, ale pewnie z jakiegoś sentymentu, bo kiedy nagrywali swoje płyty, lubiłam ich bardzo, Trójka często puszczała ich piosenki, często nagrywałam ich teledyski na kasety wideo. A potem Hutchence popełnił samobójstwo... I był to pewnego rodzaju szok. Tak samo, jak szokiem była dla mnie śmierć Kurta Cobaina, Grzegorza Ciechowskiego i wielu innych artystów... I czasem sobie myślę, co by było, gdyby los ich oszczędził, gdyby żyli... Ile hitów jeszcze by napisali, ilu z fanów doprowadziliby do łez, do tych ciarek przechodzących po plecach na dźwięk ich muzyki.
A ja dopiero teraz, powoli odkrywam powinowactwa. Np. takie, że Hutchence był pod wpływem muzyki Nicka Cave'a, a Cave zaśpiewał na jego pogrzebie "Into my arms". Że piosenka "Stuck In a Moment You Can't Get Out Of" U2 jest dedykowana właśnie Hutchence'owi...
Szkoda. Hutchence to jednakowoż jeden z najbardziej seksownych (czy ja to naprawdę napisałam?) wokalistów, hmmm, no dobra, nie będziemy się rozdrabniać, mężczyzn. Kto nie wierzy, niech poszuka sobie teledysku do "Taste It", a ja tymczasem wklejam standard:


INXS - Never Tear Us Apart
Załadowane przez: INXS. - Obejrzyj ostatnio promowane klipy wideo.

wtorek, 25 sierpnia 2009
Do kubka z wierszami
Rabindranath Tagore, Ostatnie pieśni (40)

Jeśli nie odpowiadają na twoje wezwanie, idź sam,
Jeśli boją się i trwają skuleni twarzą do ściany,
O! nieszczęsny,
Miej umysł otwarty i mów to sam.

Jeśli precz się odwrócą i zostawią cię samego, 
Gdy idziecie przez puszczę,
O! nieszczęsny,
Krusz ciernie pod stopą
I po krwią znaczonym szlaku idź sam.

Jeśli w górę nie podniosą światła, 
Gdy noc jest burzą zmącona,
O! nieszczęsny,
Zapal piorunowym bólu płomieniem własne serce,
I niech płonie samotne.

/tłum. Robert Stiller/
piątek, 14 sierpnia 2009
To już rok... ;(

Tak, myślę sobie tak, jak Ty, KasiuO... ;) Ta piosenka bardzo na dziś pasuje. Ale jak zaczęłam czytać słowa następnych "Lambów", pasowało mi ich coraz więcej... Lullaby, Little things, I cryGorecki nawet... Stwierdziłam więc, że poprzestanę tylko na tej najbardziej anielskiej. Cieszę się, że możesz ich dziś zobaczyć i posłuchać na żywo.

Miałam problemy z pokazaniem teledysku, ale udało się. Dla wszystkich, którzy noszą w sercu cząstkę Misi.


Lamb - Gabriel
Załadowane przez: Angkor - Klipy wideo, wywiady, koncerty i wiele więcej.

I can fly

But I want his wings
I can shine even in the darkness
But I crave the light that he brings
Revel in the songs that he sings
My angel Gabriel

I can love
But I need his heart
I am strong even on my own
But from him I never want to part
He's been there since the very start
My angel Gabriel
My angel Gabriel

Bless the day he came to be
Angel's wings carried him to me
Heavenly
I can fly
But I want his wings
I can shine even in the darkness
But I crave the light that he brings
Revel in the songs that he sings
My angel Gabriel
My angel Gabriel
My angel Gabriel

niedziela, 09 sierpnia 2009
Until the end of the world
Byliśmy z M. na koncercie U2. Matko, co to był za koncert! Największy, na jakim byłam (70 tys. ludzi), najbardziej profesjonalnie przygotowany, na jakim byłam, najbardziej porywający publiczność, na jakim byłam. A jednak...
Kiedy U2 koncertowało w Polsce po raz pierwszy, nie wiem, w 1996 czy 1997 roku, miałam już kupiony bilet. Gdy okazało się jednak, że zespół nie zagra na Śląsku, tylko w Warszawie, moja siostra ze szwagrem zrezygnowali, powiedzieli, że to za daleko, że im się nie chce tam jechać samochodem. Nie miałam z kim jechać. Z bólem serca oddałam bilet... Pojechać na koncert U2 to było przez lata moje marzenie. Jednak z roku na rok mój zachwyt nad irlandzkim zespołem słabł. Jak dla mnie po "Achtung Baby" mogłoby nie być już nic, dwóch ostatnich płyt nie mam i jakoś mnie do nich nie ciągnie. Na koncercie, pomimo zachwytu nad całą oprawą imprezy, nad jakością tego "show" (bo inaczej tego się nie da określić), pomimo tego, że momentami dałam się ponieść muzyce, swoich emocji sprzed lat do końca wskrzesić nie byłam w stanie. Pewnie gdybym była na płycie, byłoby lepiej, ale... połowy piosenek nie kojarzyłam, bo nowe. Na szczęście zagrali sporo przebojów z "The Joshua Tree", bodajże dwa z "The War", było też "Pride" z "Unforgattable Fire", było "One" z "Achtung Baby", było kilka utworów z "All that you can't leave behind". Zabrakło mi "Stay" (tę piosenkę śpiewali na innych koncertach z tej trasy), zabrakło innych utwórów z "Achtung Baby", którą bardzo lubię, no ale nie można mieć wszystkiego, prawda?
Magicznie też było... Nie lubię narodowych zrywów, ale flaga biało-czerwona zrobiła wrażenie. I "droga mleczna" ze świecących w ciemności wyświetlaczy telefonów komórkowych publiczności. I fragment "Rock the Casbah" The Clash wpleciony w nie pamiętam już jaki utwór. I "sto lat" śpiewane dla The Edge... 
Bono się postarzał, już głos trochę inny ma, ale to wciąż ten sam irlandzki facet, który potrafi porwać publiczność, a przy okazji przekazać swoje prawdy o świecie.
Lubię wiele ich piosenek i zawsze pozostanie we mnie sentyment do tego zespołu. I jakiegoś rodzaju szacunek, bo jednak osiągnęli tak wiele. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam być 6 sierpnia w Chorzowie. Nie żałuję ani chwili z tego niesamowitego koncertu.
Wypadałoby coś tu wrzucić... Filmiki z chorzowskiego koncertu już są na YouTube. Ale ja o czymś innym jednak. Bo lubię jeszcze to U2 filmowe, lubię słuchać ich piosenek w filmach, np. u Wendersa. Świetnie brzmieli w jego "The Million Dollar Hotel". I niech tak będzie... The ground beneath her feet...

środa, 20 maja 2009
Póki co
Coś by się na przeczekanie przydało... Bo ja jestem, proszę państwa, na zakręcie... życiowym znaczy się. Albo ja pokonam deprechę, albo ona mnie. 
No to lecimy...
Piosenka świetna jest. Teledysk świetny jest. Z humorem. A jednak... taki smutny. Bo o przemijaniu, jak zwykle. ;)))) Miłego słuchania.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10