czwartek, 31 stycznia 2008
Thanatos
Bardzo lubię poetyckie malarstwo Jacka Malczewskiego. Niesamowity jest wykreowany przez niego świat, gdzie elementy mitologii greckiej uzupełniają polską mitologię narodową. W ogóle lubię artystów, którzy tworzą swoje własne, mniej lub bardziej kompletne światy - tak jak z opisywanych już: Jeunet-Caro, Bjork czy Grochowiak.
Wybrałam sobie dziś obraz z cyklu "Thanatos". Piękny, ciepły miesiąc, pewnie maj, bo kwitną bzy, w wiejskim ogrodzie porządek - jakby przed chwilą ktoś skończył w nim pracę. Przed domem stoi półnaga kobieta w czerwieni, z kosą - Śmierć. Przyszła po starca wyglądającego przez okno - ale czy on na nią czeka, czy może chce w ostatniej chwili zamknąć okiennice? Przy ganku stoi ujadający pies... Kobieta w czerwieni bynajmniej nie straszy pośmiertnym chłodem zesztywniałego ciała. W jej bezwstydnej cielesności jest jakaś obietnica, jakaś nadzieja.


Jacek Malczewski, Thanatos, ok. 1898-99, olej na płótnie.
Ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie

Dorzucam jeszcze kochanego Lechonia, bo bardzo mi tu pasuje:

Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczą główną,
Powiem ci: śmierć i miłość - obydwie zarówno.
Jednej oczu się czarnych, drugiej - modrych boję.
Te dwie są me miłości i dwie śmierci moje.

Przez niebo rozgwieżdżone, wpośród nocy czarnej,
To one pędzą wicher międzyplanetarny,
Ten wicher, co dął w ziemię, aż ludzkość wydała,
Na wieczny smutek duszy, wieczną rozkosz ciała.

Na żarnach dni się miele, dno życia się wierci,
By prawdy się najgłębszej dokopać istnienia -
I jedno wiemy tylko. I nic się nie zmienia.
Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci.
                                              
                                                     Jan Lechoń
poniedziałek, 28 stycznia 2008
Jean-Pierre Jeunet i Marc Caro
Lubię filmy duetu Jean-Pierre Jeunet i Marc Caro, a mam to po moim mężu. Już nie wiem teraz, co widziałam najpierw: "Delicatessen" czy "Miasto zaginionych dzieci", ale właściwie to nieważne. Ten duet robił początkowo filmy mroczne, nieco absurdalne, ale przede wszystkim zachwycające formą - to wizualne majstersztyki. Nie przepadam za "Obcym", ale jego czwarta część, właśnie w reżyserii Jeunet-Caro, jest bardzo ciekawa.
Potem drogi Jeuneta i Caro się rozeszły, nie bez szkody dla efektów artystycznych. "Amelia" Jeuneta to już coś zupełnie innego, chociaż i mnie swego czasu zachwyciła obrazem i rozczuliła naiwną, ale bardzo szczerą treścią. "Bardzo długie zaręczyny" - miło się oglądało, ale... nic poza tym. Ten film jest już pozbawiony Tajemnicy.
Niedługo premiera debiutu Marca Caro solo - "Dante O1". Jestem bardzo ciekawa tego filmu, zapowiada się ciekawie, chociaż trailer momentami za bardzo przypomina "Obcego".
Jest jeszcze ten trzeci - twórca efektów specjalnych - Pitof. Jego filmem reżyserskim jest "Vidocq" - równie efektowny wizualnie, jak najlepsze filmy tandemu Jeunet-Caro.
Do oglądnięcia - trailer "Miasta zaginionych dzieci".



P.S. Oglądnęłam sobie jeszcze trailer "Amelii" i tak się do siebie uśmiechnęłam, że nie mogę go tu nie zamieścić...



sobota, 26 stycznia 2008
Piękno brzydoty
Nie pamiętam dokładnie, skąd się u mnie wzięło zainteresowanie turpizmem w polskiej poezji, ale fakt faktem, że cenię sobie ten motyw literacki - umiłowanie brzydoty. W ogóle klasyczne piękno pociąga mnie w mniejszym stopniu niż piękno drugiej kategorii, to gorsze, niedocenione i zakryte. Bo nie trudno podziwiać Wenus z Milo, natomiast znaleźć symfonię kolorów np. w obrazie Rembrandta "Tusza wołowa w rzeźni"... to już kwestia szczególnej wrażliwości.
Z gąszczu moich wspomnień wskrzeszam Stanisława Grochowiaka, poetę, którego się dzisiaj chyba nie czyta, w każdym razie pewnie niezbyt często. Obok brzydoty pojawia się u Grochowiaka motyw śmierci, traktowany niemal obsesyjnie - z ciekawością, a nawet z czułością. W ten właśnie sposób oswaja się tę ostatnią chwilę, którą dane nam będzie przeżyć w tym wymiarze.

***
Dla zakochanych to samo staranie - co dla umarłych,
Desek potrzeba zaledwie też sześć,
Ta sama ilość przyćmionego światła.

Dla zakochanych te same zasługi - co dla umarłych,
Pokój z miłością otoczcie bojaźnią.
Dzieciom zabrońcie przystępu.

Dla zakochanych - posępnych w radości - te same suknie,
Nim drzwi zatrzasną,
Nim zasypią ziemię,
Najcięższy brokat opadnie z ich ciał.


i jeszcze...

"Introdukcja"

Nie cały minę, choć zostanie owo
Kochanie ziemi w bajorku i w oście
I przeświadczenie że śledź bywa w poście
Zarówno piękny jak pod jesień owoc

Bo kochać umiem kobietę i z rana
Gdy leży cicha z odklejoną rzęsą
A jak jest moja to jest całowana
W puder i w słońce W zachwyt i w mięso

Tak mnie ugadzam bo nie tylko z niebem
Ale z odbiciem nieba w całej nafcie
A teraz weźcie teraz wy potrafcie
Tyle zachwytu połączyć z pogrzebem

Słabi powiedzą tyle że to smutno
Mężni że słabych zatrzymuję w drodze
A ja zbierałem tylko te owoce
Co - że są krwawe - zbiera się przez płótno


środa, 23 stycznia 2008
A Sorta fairytale
Fascynację muzyką Tori Amos zawdzięczam Berniemu Prokopowi - jednemu z moich najfajniejszych nauczycieli angielskiego. Mam nadzieję, że i Bernie wciąż czasem jej słucha. Druga osoba, która tę moją fascynajcę wzmocniła, to Piotr Kaczkowski z Trójki. Bernie i Kaczkowski to dwóch największych fanów Tori, jakich znam.
Zielonooka, rudowłosa, o głosie mrucząco-krzyczącym. Podobno o niej Nick Cave śpiewał piosenkę "Green eyes". Wspomnienie koncertu w poznańskiej Arenie - absolutnie magicznego - sprawia, że uśmiecham się, smakując tę moją muzyczną napoleonkę wspomnień.
Na YouTube wygrzebałam teledysk - taki dziwny, jak dziwna jest Tori. I nawet Adrien Brody w nim gra. Jak to zwykle w takich teledyskach bywa - finał jest najlepszy.


poniedziałek, 21 stycznia 2008
Petit Bijou
Henri Marie Raymond de Toulouse-Lautrec-Monfa, jeden z moich ulubionych malarzy, przyszedł na świat 24 listopada 1864 w Albi. Przyszło mu żyć i tworzyć w ciekawych czasach, nazywanych Belle Epoque. Jak można przypuszczać, od dzieciństwa naznaczony kalectwem, karłowaty Toulouse nie był w życiu zbyt szczęśliwy, ale starał się przeżyć je w najbardziej szalony i zwariowany sposób. Ojciec plakatu, malarz kabaretów i burdeli, był jedną z najoryginalniejszych postaci epoki. W jego obrazach i plakatach doskonale czuć klimat końca XIX wieku. Jest w nich też to "coś", nieokreślonego, niezdefiniowanego, niedokończonego, co wciąga w głąb i przenosi do tamtych czasów. Oto On:


Na zdjęciu po prawej Toulouse w kostiumie Jane Avril, ok. 1892 r. Żarty się go trzymały, a jakże. Na innych zachowanych fotografiach Toulouse pozuje w przebraniu ministranta, muzułmanina, z opuszczonymi spodniami czy zezując w stroju japońskim.


Yvette Guilbert, 1894, Moskwa, Muzeum Puszkina

Yvette była jedną z najsłynniejszych gwiazd paryskiej estrady. Jej atrybutem były długie, czarne rękawiczki.


Klownessa Cha-U-Kao, 1895, Paryż, Musee D'Orsay

Klownessa, tancerka, akrobatka w Moulin Rouge. Jej pseudonim artystyczny wziął się od nazwy szalonego tańca kabaratowego "chahutcaos".


Toulouse-Lautrec zmarł 8 września 1901 roku.
sobota, 19 stycznia 2008
Twoja dłoń
Kayah... ma piękny, głęboki głos i fantastyczny, jazzowy zmysł. Zdarzają się jej piosenki lepsze i gorsze, jak każdemu artyście, zwłaszcza w Polsce i zwłaszcza w czasach, kiedy nie ma już Ciechowskiego. Nie mam nawet ani jednej jej płyty, nie licząc kolęd dołączonych kiedyś do Wyborczej (zresztą świetnie zaśpiewanych). Zastanawiałam się, co umieścić na blogu - "Embarcacao" zaśpiewane z Cesarią Evorą czy "Twoją dłoń". Padło na to drugie, bo bardzo pasuje mi pod ten subtelnie pukający w szyby i parapety deszcz. I jeszcze coś... lubię to smutne zakończenie.

Kayah - Twoja
dłoń(


czwartek, 17 stycznia 2008
Królowa Pustyni
Tak jakoś szaro i smutno się zrobiło, więc trzeba by coś na poprawę humoru zapodać. Coś kolorowego i śmiesznego. Coś jak... "Priscilla królowa pustyni". Ta australijska komedia Stephana Elliota z 1994 roku opowiada o trzech przyjaciołach, którzy wybrali się w tournee po Australii z występami drag queen. Jest tu co nieco o tolerancji, ale przede wszystkim - niesamowita scenografia i choreografia. I pośmiać się można, i pozachwycać, m.in. aktorską wirtuozerią, bo to przecież nie tak łatwo zagrać drag queen, zwłaszcza jak jest się Agentem Smithem (Hugo Weaving). Priscilla otrzymała w 1995 roku Oskara za scenografię. Wydaje mi się, że to zasłużona nagroda:



Jak dla mnie - bomba! Już mi lepiej ;-)
wtorek, 15 stycznia 2008
Fado
Z literaturą mam problem. Szukam tyko moich książek, które towarzyszyłyby mi przez lata, do których wracałabym chętnie, nie pozwalając, by kurz pokrył ich grzbiety szarą warstwą zapomnienia. Ale... chociaż są książki, które tak po prostu lubię, te Ulubione zmieniają się wraz z upływem czasu.
Od jakiegoś roku moją Ulubioną książką jest "Fado" Stasiuka. Szkoda, że powędrowała dalej, pożyczona - nie wróciła do mnie jeszcze. Tęsknię.
Cenię ją bardziej od "Jadąc do Babadag", której jest ponoć "odpadem".
"Fado" jest dokładnie takie, jak jej tytuł - nostalgiczne, smutne, snuje się wolno, powoli wkręcając czytelnika w podróże po "gorszej" Europie. Dziś - fragment z opowiadania "Autostrada":

Najlepsza jest noc w obcym kraju. O zmierzchu porzuca się jakąś okolicę, ponieważ okazała się beznadziejnie nudna i rusza, powiedzmy, prosto na południe. Ciemność spada na równiny, zakrywa ich smutek i o dziesiątej wieczór jedzie się już przez czystą, czarną przestrzeń. Można wyobrażać sobie różne rzeczy, można odgadywać zarysy niewidzialnego pejzażu, pola, sady, miasta z białego kamienia, kościoły i place stygnące z całodziennego upału, można próbować dojść do ładu z perwersyjną obfitością materii, z pornograficznym bezwstydem historii, która wyleguje się na wznak za każdym zakrętem, za każdym wzniesieniem, ale koniec końców zdaje się to psu na budę, bo zostajemy sam na sam z przestrzenią, która jest najstarsza ze wszystkich rzeczy.



poniedziałek, 14 stycznia 2008
Czarny dom
Dziś fotografia. Przypadkiem znaleziona, przypadkiem złapana, przypadkiem poznana. Jeanloup Sieff (1933-2000), francuski fotograf i fotoreporter, robił reportaże dla agencji Magnum, m.in. z Polski, fotografował modę i akty.
Fotografia poniżej została zrobiona przy użyciu obiektywu 28-milimetrowego. Pierwszy narzucający się efekt to niepokój. Podziwiam strukturę drewnianego pomostu, smukłość traw i tajemnicę Czarnego Domu.


Jeanloup Sieff, Czarny dom, 1964
w zbiorach Muzeum Ludwig w Kolonii
sobota, 12 stycznia 2008
Łowca
To miała być notka zupełnie o czym innym, ale wczoraj znalazłam na You Tube pewien teledysk...
Bjork Gudmundsdottir... Jest niezwykła, dziwna, a właściwie dziwaczna, niepokojąca, przerażająca, niesamowita po prostu. Ekscentryczna. Jak dla mnie ostatnie płyty są już za bardzo przekombinowane, ale bardzo szanuję jej poszukiwania oryginalności. To, że próbuje wyjść poza ramy muzyki. Że łączy w muzyce cechy różnych sztuk, że jest niepowtarzalna, nie do podrobienia.
Pamiętam koncert Bjork 12 lipca 2003 roku w Sopocie na molo. Zupełnie magiczny koncert, jeden z najlepszych, na jakich byłam. A przed Bjork - Smolik, Husky, Peaches... I jeszcze jedno: jej imię oznacza brzozę ;-)
Teledysk to "Hunter". Naga twarz Bjork, jej niepowtarzalna mimika i jeszcze coś.




 
1 , 2