piątek, 15 stycznia 2010
O źródłach zła
Udało mi się pójść na "Białą wstążkę" Hanekego. Już dawno chciałam iść na ten film, ale we Wro był grany chyba tylko przez jeden tydzień w okolicach świąt. Teraz trafił do kina studyjnego, jednego z ostatnich kin studyjnych w naszym mieście. A propos właśnie dziś dowiedziałam się, że wszystkie pozostałe kina studyjne we Wro mają być zlikwidowane, jak tylko zbuduje się minipleks w miejscu kina Warszawa :( Szkoda... Te miejsca miały swój charakter, swoją magię... A poza tym były o wiele krótsze reklamy i, największa zaleta, nie było w nich popcornu...
Wobec "Białej wstążki" miałam chyba zbyt duże oczekiwania. Naczytałam się wywiadów z Hanekem, peanów na cześć filmu i czekałam na coś, co mnie wgniecie w fotel, a dostałam nieco rozwlekłą historię z narzucającą się tezą, nie wyjaśnioną do końca, ale dość oczywistą jeśli chodzi o motywację bohaterów.
Rzecz się dzieje w Niemczech tuż przed wybuchem I wojny światowej. Społecznością niewielkiej wioski wstrząsają co jakiś czas niewyjaśnione zbrodnie: a to ktoś rozpiął drut, o który potknął się koń miejscowego doktora, by ten poturbował się i trafił do szpitala, a to ktoś podpalił stajnię we dworze, a to ktoś porwał i przestraszył syna właściciela folwarku... Właściwie od początku filmu jest jasne, że za tymi zbrodniami stoją miejscowe dzieci, natomiast ich motywację poznajemy stopniowo, wraz z rozwojem akcji i poznawaniem kolejnych mieszkańców wioski. Niemal nie ma tu ludzi, którzy byliby dobrzy, którzy kierowaliby się w życiu jasnymi zasadami etycznymi. Jest hipokryzja, ludzka krzywda, wyzysk, wykorzystywanie, egoizm, pogarda... No i surowe, protestanckie wychowanie, niczym tresura, któremu poddawane są dzieci. Kary cielesne, sztywne reguły, brak miłości rodziców, krępowanie indywidualności, groźby, wykorzystywanie i upokarzanie - to ich codzienność. Jak w takim środowisku mogą wyrosnąć dobrzy ludzie? Wyrosną więc źli, którym łatwo przychodzi skrzywdzić słabszych, zniszczyć, podpalić, narazić na utratę zdrowia czy nawet życia. To z tego społeczeństwa będą się rekrutować naziści, to tu okropna ideologia znajdzie podatny grunt, by narodzić się, rozwinąć i zatriumfować.
Wszystko jest logiczne, wszystko jest jasne, wszystko jest mądre, ale... czy zło ma tylko takie korzenie? Czy gdyby nazizm nie trafił na społeczeństwo hipokrytów, nie rozprzestrzeniłby się, nie znalazłby swoich wyznawców? Skąd się bierze zło w człowieku, dlaczego czasami człowiek zapomina o swoim człowieczeństwie i popełnia tak straszne, okropne zbrodnie? Dlaczego tyle ludzi poszło za Mansonem, dlaczego zaistniał reżim Pol Pota, jak to możliwe, że doszło do zamachu na World Trade Center? Bo zło jest, niestety, wpisane w naturę człowieka. A drugą ludzką słabością jest skłonność do bezkrytycznego zawierzania pseudoautorytetom - bo tak jest łatwiej... w grupie odpowiedzialność jest mniejsza, nie trzeba myśleć i decydować, bo ktoś inny myśli i decyduje, ktoś, kto ma swoją wizję, a do tego potrafi mówić i działać. Np. Hitler. Albo Manson. Albo nawet Che Guevara.
Wydaje mi się, że film Henekego jest doskonałą ilustracją spirali zła, pokazuje, skąd się bierze zło w człowieku, co go wywołuje, a czym się karmi... ale sprowadzanie tej historii do podłoża nazizmu jest chyba pewnym nadużyciem. Dlatego akurat ten wątek interpretacyjny jest dla mnie mało uzasadniony.
Film polecam, ale tylko wrażliwym widzom. Zdjęcia są piękne. Momentami opowiadana historia boli... a ja doceniam filmy, które bolą. Nawet tak surowe, jak ten.

środa, 06 stycznia 2010
Coming back?
Po małej odskoczni od odskoczni, czyli blogu nauczycielskim, który, niestety, z powodu nikłego zainteresowania niezainteresowanych nie wypalił, wracam... chcę wrócić. Bardzo chcę. Bo pisania mi trzeba. 
Szukam dobrej wersji, do słuchania w ciemności...