czwartek, 26 marca 2009
Kto jest bez winy...
Święto! Udało mi się pójść do kina na "Lektora". Nie zawiodłam się. Pomimo swojej wyraźnej hollywoodzkiej rysy ten film jest naprawdę dobry.
Znalazłam w nim to, co lubię najbardziej - w literaturze, w filmie, w sztuce, w filozofii życia, w prawdziwym życiu - wątpliwość. Tę wątpliwość, co zawieszona jest pomiędzy tym, co jest białe, a tym, co jest czarne, zawsze od nowa burząc porządek, który byłby zbyt prosty, gdyby był prawdziwy. 

Postać Hanny, strażniczki z hitlerowskiego obozu zagłady, smutna i tragiczna, nie do końca przecież odpycha. Nie od początku znamy rozmiar jej winy, dopiero później, w procesie, identyfikujemy ją coraz bardziej z bezdusznym oprawcą. A i wtedy, podczas procesu, niejeden widz chciałby, by kara za jej winy była mniejsza, niż mogłaby być. Hanna nie była przecież pozbawiona ludzkich uczuć: pomogła choremu Michaelowi, szlochała, gdy czytał jej fragmenty "Iliady", płakała w kościele, słysząc śpiew chóru. A jednak podczas wojny stała się częścią ludobójczej machiny, jej wrażliwość została uśpiona, wyłączona. Traktowała swoją pracę jak zwykły obowiązek, którego dopełnienia należy pilnować za wszelką cenę. Skoro wymagano od niej selekcjonowania więźniów do gazu - robiła to, bo "przecież trzeba było zrobić miejsce dla innych". Pozwoliła spłonąć żywcem ponad setce więźniarek, bo gdyby je wypuściła, "zapanowałby chaos". Myślę, że prawdopodobnie tak właśnie było - większość ludzi, którzy stali się częścią hitlerowskiej machiny, przyjęła nowe obowiązki bez refleksji nad ludzkim wymiarem wojny, nad wartościami - po prostu taką mieli pracę w tym momencie w historii.

Hanna skrzywdziła nie tylko tych, których wysłała na śmierć. Skrzywdziła także swojego młodego kochanka, Michaela. On nauczył się dzięki niej miłości - tej cielesnej, i tej duchowej, nauczył się być z kobietą. Hanna jednak nie odwzajemniała jego uczuć, zdawała się wykorzystywać Michaela do zaspokojenia popędu, nie zdobywając się na szczerość, nic nigdy nie mówiąc o sobie, nie interesując się życiem chłopca. Porzucony, oszukany Michael swoje zawidzione uczucia odpokutował wycofaniem i oschłością. Zamknięty w sobie, nigdy nie potrafił się otworzyć, wyrzucić z siebie bólu, z nikim nie zbudował silnej, otwartej relacji, nawet ze swoją córką. Nie mógł unieść winy Hanny, chociaż czuł się współodpowiedzialny, nie potrafił jej również pomóc, chociaż mógł ją ocalić dwa razy - przyczynić się do zmniejszenia wymiaru kary i na nowo wprowadzić ją do "normalnego" życia. Jego cierpienie jest w tym filmie aż namacalne, z łatwością daje się wyobrazić i odczuć. Jest w tych przeżyciach coś z bólu, jaki odczuwa Julie w "Trzech kolorach. Niebieskim" Kieślowskiego. 

To dobre kino, dające do myślenia. W ogóle lubię filmy Stephena Daldry'ego. "Billy Elliot" i "Godziny" to również obrazy świadczące o jego dużej wrażliwości.
piątek, 13 marca 2009
The Reader

Nic mnie nie obchodzi, że to melodramat i że Kate Winslet, chcąc nie chcąc, kojarzy mi się głównie z obleśnym "Titanikiem". Dawno nie byłam w kinie i teraz właśnie mam ochotę zobaczyć "Lektora". Czytałam dzisiaj recenzję Tadeusza Sobolewskiego, która mnie ostatecznie przekonała. Tylko kiedy?...

wtorek, 10 marca 2009
Czasami czytam...

Ania zapytała mnie, co czytałam, kiedy czasu dużo miałam - dwa razy po pięć godzin w pociągu relacji Wrocław-Warszawa i z powrotem. Ano czytałam... czytałam dwie zupełnie różne książki. W jedną stronę wzięłam sobie "Puste spojrzenie" portugalskiego pisarza Jose Luis Peixoto (według tego, co wiem o języku portugalskim, jego nazwisko będzie czytane mniej więcej tak: peiszotu ;)) Nie była to łatwa lektura, chociaż dosyć szybko dałam się wciągnąć w fabułę. Nie jest to jednak książka łatwa, bo jest po prostu smutna, na wskroś pesymistyczna i chyba żaden z wątków dobrze się w niej nie kończy.

Oto w niewielkiej portugalskiej wiosce, na granicy snu i jawy, żyje kilkoro dziwnych ludzi, których losy zostaną w jakiś sposób połączone. Są syjamscy bliźniacy zrośnięci małymi palcami rąk, jest ponad 70-letnia kucharka, która w swej starości powije pierwsze dziecko, jest małomówny Józef, który niewiele wie o swojej żonie, jest ślepa prostytutka, która oddaje się innym z biedy i "naznaczenia", jest kuternoga Rafał... Wszyscy oni zaznają przez chwilę szczęścia, ale zły Demiurg zakpi z każdego z nich, przemieniając chwile radości w ogrom cierpienia. Jak dla mnie to jest książka o tym, że nie można się przeciwstawić przeznaczeniu. I o tym, jak trudno jest się ludziom porozumieć, jak wiele zależy od tego, co myślą/mówią inni. Wszystko jest podane w formie przypominającej magiczny realizm. Jest tam coś z nastroju portugalskiego fado... Smutek i nostalgia. Tęsknota za szczęściem. Myślę, że w oryginale książka lepiej "brzmi", ale już nie mnie to oceniać. Mogę polecić, ale lojalnie ostrzegam: można się nią nieźle zdołować.

Drugą książkę pożyczyłam od Pauli... "Porwanie Jane E." Jaspera FForde'a to kryminał z elementami political fiction. Uwielbiam książki o książkach i ta idealnie wpasowała się w moje pasje. FForde opowiada o świecie, w którym książki są traktowane jak dzieła sztuki. Są tak cenne, że złodzieje wykradają oryginalne wydania, żeby wyłudzić okup albo... zmienić na zawsze fabułę. Jeden z naukowców odkrył portal pozwalający na przenoszenie się do świata fikcji. Chce to wykorzystać zły charakter Archer, by "wyciągać" z klasyki niektóre postacie literackie, zabijać je, a tym samym zmieniać raz na zawsze treść uwielbianych przez społeczeństwo książek. Walczy z nim Thursday Next, agentka ds. Operacji Specjalnych. To już jest łatwe i przyjemne, a jednocześnie wychodzące ponad literaturę popularną. Jak dla mnie - prawdziwa uczta.

Ekhmmm...

Jest mi trochę tak... dziwnie i miło zarazem, bo już jakiś czas temu dostałam nagrodę Kreativ Blogger od Agi z Czytulanek ;) Trochę się waham, czy dać się wciągnąć do zabawy, bo dla mnie trochę łańcuszkowe to jest, ale co tam, niech będzie.

Zasady są takie: nagrodzony umieszcza logo nagrody na swoim blogu, następnie sam nominuje siedmiu blogerów i powiadamia ich o swojej nominacji.

I tyle... Czyli pozostało mi tylko podać, kogo ja wybieram. Nominuję sześć blogów, siódme miejsce pozostawiając wszystkim, którzy mnie inspirują na co dzień - do działań, do myśli, do wyborów, do życia... Co tu dużo mówić - pisanie bloga (blogów) sprawia mi sporo radości. Fantastycznie, że ktoś coś takiego wymyślił :)

And the winners are...

Anna Pe

Buuduuar

Gosi Scrappasja

Made by Oldzia

Ośla Łączka

O tempo e o deserto

Logo nagrody wygląda tak:

Dziękuję za uwagę. Ekhmmm...