czwartek, 17 lipca 2008
Indochiny
Czasami marzę o dalekich podróżach... Jest tyle zakątków, które chciałabym kiedyś zobaczyć! Przejechać Stany Zjednoczone od jednego oceanu do drugiego... Zobaczyć Australię... Podróżować koleją transsyberyjską, dotrzeć do Mongolii, do Chin, do Tybetu... Poczuć zapach kwitnących wiśni w Japonii... Zobaczyć Andy... Islandię... Maroko... Etiopię... Ale chyba najbardziej ciągnie mnie Azja, a szczególnie jeden jej fragment. Indochiny. Była kolonia francuska, wyzwolona w wyniku wojny indochińskiej dopiero w połowie XX wieku (chociaż gdy się patrzy na późniejsze wydarzenia słowo "wyzwolony" nabiera gorzkiego posmaku), obejmująca państwa: Wietnam, Laos, Kambodża. Kambodża... kraj udręczony reżimem Czerwonych Khmerów, zbroczony krwią, szukający swojej tożsamości... Kraj piękny i smutny, doskonale pasujący do moich fascynacji w stylu fado. Chcę zobaczyć świątynię Angkoru, Pola Śmierci, zabytki Phnom Penh... Pomarzyć zawsze można ;)

Filmy, jakie kojarzą mi się z Indochinami - po pierwsze "Indochiny", obraz Regisa Wargniera z 1992 roku ze świetną rolą Catherine Deneuve (nota bene grał tam również Andrzej Seweryn). Opowiada o kryzysie relacji Francuzki Eliane i jej adoptowanej córki-Wietnamki na tle rozpadających się stosunków kolonialnych w tym regionie. I jeszcze o miłości, bo jakże mogłoby byc inaczej? "Indochiny" dostały Oskara za najlepszy film nieangielskojęzyczny. Zapamiętam go bardzo dobrze, a to za sprawą kina, w którym go widziałam. Kino nazywało się Klub Dziennikarza i miało bardziej formę kawiarni niż kina - siedziało się na krzesłach przy stolikach i oglądało się film na niewielkim ekranie. Niedługo potem tę ciekawą salę kinową zlikwidowano. A to było zupełnie co innego niż multipleksy... Prawdziwa magia kina!



Drugi film jest zupełnie inny. Nie lubię obrazów wojennych, ale ten jest wyjątkowy. "Pola śmierci" Rolanda Joffe z 1984 roku to film, który opowiada prawdziwą historię korespondenta "New York Times'a", wysłanego w 1972 roku do Kambodży w celu relacjonowania zamieszek między Czerwonymi Khmerami a wojskiem. Jego asystentem, przewodnikiem i przyjacielem zostaje mieszkaniec Kambodży, którego amerykańskiemu dziennikarzowi nie udaje się wyciągnąć z kraju opanowanego już przez reżim Czerwonych Khmerów. Dith Pran trafia do obozu, by potem z niego uciec, podróżując przez miejsce kaźni - Pola Śmierci... Muzykę do tego filmu napisał Mike Oldfield. Film nie jest przyjemny w oglądaniu, ale ze względu na temat, na aktorstwo, na wartości - warto!



I jeszcze link do pięknych zdjęć z Angkoru - ze strony fotografa Darka Lewandowskiego. Jak tam pogrzebać, znajdą się i inne cudne zdjęcia z Kambodży.

Ufff...
czwartek, 16 lutego 2006
Estonia...

Mam ochotę powspominać. Estonia, "ptasia" wyprawa, 2000 rok. Fajnie było, chociaż warunki sanitarne i noclegowe głównie na Łotwie - brak słów.