środa, 13 lutego 2008
Ciąg dalszy prerafaelitów - Rossetti
Nie mogłam ich zostawić bez komentarza, o nie. Należy im się.
Lubię malarstwo tej grupy, bo ich obrazy łączą realizm z symbolizmem, pokazują świat inny, w pewnym sensie magiczny, świat zawieszony gdzieś między nieokreślonym a namacalnym. Prerafaelitów fascynowało malarstwo średniowieczne i wczesnorenesansowe, zwłaszcza mistrzów włoskich, takich jak Giotto czy Fra Angelico - stąd też wzięła się ich nazwa - odnosili się bowiem do sztuk plastycznych poprzedzających twórczość Rafaela.
Czyli po trochę wszystkiego, co lubię: z jednej strony realizm w sposobie przedstawiania postaci, z drugiej, w warstwie znaczeniowej, nadrealizm, by nie rzec - fantastyka. I znów ta Tajemnica. To, co nieodgadnione, jest najbardziej pociągające.
Przypominają mi Blake'a, Malczewskiego, Wyspiańskiego, Mehoffera, Klimta... Wszystko, co najlepsze.
Przypomniał mi się jeszcze Dante Rossetti i jego obraz "Beata Beatrix". Lubię go bardziej od Ofelii.


1863. Ze zbiorów Tate Gallery w Londynie

Symboliczna kobiecość, Beatrycze jest niemal jak bóstwo, ale jej ekstaza nie ma nic wspólnego z uniesieniem religijnym. Biały mak na obrazie mówi o tym dokładnie - Beatrycze Rossettiego jest opiumistką. Czerwony ptak symbolizuje oczywiście śmierć. W ten sposób malarz uwiecznił na płótnie swoją żonę Elizabeth Siddal, modelkę, która niejednokrotnie inspirowała prerafaelitów. Lizzie wyszła za mąż za Rossettiego w 1860 r. Dwa lata po ślubie zmarła, przedawkowawszy narkotyki.
Jest jeszcze jeden obraz Rossettiego godny pokazania.


Zwiastowanie, 1850, Tate Gallery w Londynie


poniedziałek, 11 lutego 2008
Prerafaelici
Za mało czasu, za dużo zmęczenia, by napisać o nich więcej. Zostawiam ślad, by wrócić do niego...
Bardzo lubię ten obraz - Ofelia Sir Johna Everetta Millaisa, 1852
Ze zbiorów Tate Gallery w Londynie


czwartek, 31 stycznia 2008
Thanatos
Bardzo lubię poetyckie malarstwo Jacka Malczewskiego. Niesamowity jest wykreowany przez niego świat, gdzie elementy mitologii greckiej uzupełniają polską mitologię narodową. W ogóle lubię artystów, którzy tworzą swoje własne, mniej lub bardziej kompletne światy - tak jak z opisywanych już: Jeunet-Caro, Bjork czy Grochowiak.
Wybrałam sobie dziś obraz z cyklu "Thanatos". Piękny, ciepły miesiąc, pewnie maj, bo kwitną bzy, w wiejskim ogrodzie porządek - jakby przed chwilą ktoś skończył w nim pracę. Przed domem stoi półnaga kobieta w czerwieni, z kosą - Śmierć. Przyszła po starca wyglądającego przez okno - ale czy on na nią czeka, czy może chce w ostatniej chwili zamknąć okiennice? Przy ganku stoi ujadający pies... Kobieta w czerwieni bynajmniej nie straszy pośmiertnym chłodem zesztywniałego ciała. W jej bezwstydnej cielesności jest jakaś obietnica, jakaś nadzieja.


Jacek Malczewski, Thanatos, ok. 1898-99, olej na płótnie.
Ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie

Dorzucam jeszcze kochanego Lechonia, bo bardzo mi tu pasuje:

Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczą główną,
Powiem ci: śmierć i miłość - obydwie zarówno.
Jednej oczu się czarnych, drugiej - modrych boję.
Te dwie są me miłości i dwie śmierci moje.

Przez niebo rozgwieżdżone, wpośród nocy czarnej,
To one pędzą wicher międzyplanetarny,
Ten wicher, co dął w ziemię, aż ludzkość wydała,
Na wieczny smutek duszy, wieczną rozkosz ciała.

Na żarnach dni się miele, dno życia się wierci,
By prawdy się najgłębszej dokopać istnienia -
I jedno wiemy tylko. I nic się nie zmienia.
Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci.
                                              
                                                     Jan Lechoń
poniedziałek, 21 stycznia 2008
Petit Bijou
Henri Marie Raymond de Toulouse-Lautrec-Monfa, jeden z moich ulubionych malarzy, przyszedł na świat 24 listopada 1864 w Albi. Przyszło mu żyć i tworzyć w ciekawych czasach, nazywanych Belle Epoque. Jak można przypuszczać, od dzieciństwa naznaczony kalectwem, karłowaty Toulouse nie był w życiu zbyt szczęśliwy, ale starał się przeżyć je w najbardziej szalony i zwariowany sposób. Ojciec plakatu, malarz kabaretów i burdeli, był jedną z najoryginalniejszych postaci epoki. W jego obrazach i plakatach doskonale czuć klimat końca XIX wieku. Jest w nich też to "coś", nieokreślonego, niezdefiniowanego, niedokończonego, co wciąga w głąb i przenosi do tamtych czasów. Oto On:


Na zdjęciu po prawej Toulouse w kostiumie Jane Avril, ok. 1892 r. Żarty się go trzymały, a jakże. Na innych zachowanych fotografiach Toulouse pozuje w przebraniu ministranta, muzułmanina, z opuszczonymi spodniami czy zezując w stroju japońskim.


Yvette Guilbert, 1894, Moskwa, Muzeum Puszkina

Yvette była jedną z najsłynniejszych gwiazd paryskiej estrady. Jej atrybutem były długie, czarne rękawiczki.


Klownessa Cha-U-Kao, 1895, Paryż, Musee D'Orsay

Klownessa, tancerka, akrobatka w Moulin Rouge. Jej pseudonim artystyczny wziął się od nazwy szalonego tańca kabaratowego "chahutcaos".


Toulouse-Lautrec zmarł 8 września 1901 roku.